wtorek, 12 maja 2015

Dawać komuś wolność to największa radość









Dwa staruszki wielkości muszelek przez kilkanaście lat były przypięte do grubych łańcuchów w gospodarstwie pod lasem i PILNOWAŁY zagonów przed leśnymi zwierzętami.
Bez bud, w upale i na deszczu, bez wody, z garnkiem pełnym obierek z ziemniaków i niedojedzonych resztek obiadów - tych, które nie nadawały się dla kur.




Zestarzały się na tyle, że łaskawa gospodyni zgodziła się je oddać.
Wczorajszą noc spędziły już w lecznicy w Przemyślu.
Są na pewno przerażone i nie rozumieją,co się z nimi dzieje.
Nie wiedzą, że czekają tam na transport do... domu Tymianka.







W gospodarstwie na łańcuchach są dręczone jeszcze trzy inne psy.
Malutka beżowa suczka, delikatna i młodziutka, której przeznaczeniem jest krowi łańcuch i stawianie czoła dzikom i lisom. 
Psy przykute łańcuchami na polach bardzo często giną, rozszarpywane przez dziki, a jeszcze częściej padają ofiarą  zboczeńców zwanych nie wiadomo, dlaczego, "myśliwymi".
Nie mają żadnych szans na ucieczkę.







Kolejny skazaniec to ośmioletni kudłatek. też już na tyle stary, że wolno go zabrać do lepszego życia.
Dwu młodych suczek "właścicielka" nie chce oddać, bo przecież pole nie może zostać niepilnowane!
Była tam interwencja policji na wniosek miejscowego stowarzyszenia obrońców zwierząt, ale nie przyniosła rezultatów.
To haniebna tradycja polskiej wsi - pies ma być dręczony, więziony, głodzony, bo tak było za ojców i dziadów i nie ma potrzeby tego zmieniać.




Jak zwykle w takich sytuacjach, bardzo proszę o (szybkie, to ważne, bo szkoda każdej chwili)
wsparcie finansowe na transport dla psów na trasie Przemyśl-Warszawa i na opłacenie lecznicy, w której teraz nocują i na wyprawkę dla nich.
Potrzebne będą posłanka, dobre jedzenie, zapewne diagnostyka staruszków.
Po KILKUNASTU latach cierpień muszą poczuć, czym jest dom, kochający człowiek, smakołyki i kaprysy.
Trzeba je rozpieszczać i rozpuszczać i zapewnić jak najszczęśliwsze życie.






6 komentarzy:

  1. Znam to za autopsji. Mój sp. dziadek to nawet przybłędę dobermana trzymał na łańcuchu, który miał strzec nie wiadomo czego. W gospodarstwie liczył się tylko "kóń", bo tyrał za traktor, oczywiście dla człowieka.
    Aż strach pomyśleć co nasz czeka w kolejnej reinkarnacji.

    OdpowiedzUsuń
  2. I popatrz mijają lata, a właściwie wieki, jest prąd, komputery, internet i dotacje z unii, w końcu do szkoły jakiejś też chodzili, a okrucieństwo wobec zwierząt pozostaje...

    Życzę szczęścia staruszkom :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Na wsiach to ksiądz z ambony powinien huknąć i piekłem postraszyć za dręczenie zwierząt, bo tylko to odniosłoby skutek. Ale oni wolą gender i in vitro straszyć. Sami będą się w piekle smażyć za ten ogrom nieszczęścia, które dzieje się na ich oczach i za ich cichym przyzwoleniem.
    Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten ostatni, ten w kąciku, ma chyba najsmutniejszy pyszczek, jaki w życiu widziałam :(

    OdpowiedzUsuń
  5. Bo w Religii uczą, że człowiek ma panować i podporządkowywać zwierzęta.. :/

    OdpowiedzUsuń
  6. Czy ten kudłatek też ma szansę na ratunek?

    OdpowiedzUsuń