niedziela, 19 kwietnia 2015

O zagłodzonym staruszku i inne historie



Dwa staruszki spod Płońska opisane opisane na blogu 8 kwietnia, tu:

http://pelnialatawdomutymianka.blogspot.com/2015/04/wizyta-u-psich-sierotek-relacja-z.html

od piątku są już bezpieczne pod opieką Domu Tymianka i walczą o życie.
Walczą w sensie dosłownym, ponieważ łaciaty staruszek został prawie zagłodzony na śmierć przez troskliwą "właścicielkę".


Wybaczcie, ale szczegółowego opisu sytuacji płońskich sierotek dzisiaj nie będzie.
Jestem po prostu zbyt zmęczona.
A nawet bardzo, bardzo zmęczona.
Obiecuję sobie, że jutro.
Ale czy jutro będę mniej zmęczona?
Najważniejsze, że Buffi i Kama już MERDAJĄ ogonkami i nieśmiało się uśmiechają.
Wielki sukces - pierwsze kupy, w dodatku bardzo powabne i przepisowej gęstości.
Setki pcheł koczujących w psiej sierści jeszcze nie pozdychały po zastosowaniu kropli, ale mam talent do łapania pcheł, więc pchły padają pod ciosami niczym innowiercy pod szablą pana Wołodyjowskiego.







Piątek w lecznicy: wynieśliśmy staruszka z samochodu na noszach, bo nie miał siły utrzymać się 
samodzielnie na łapach.
Diagnoza po badaniach krwi i usg: całkowite zagłodzenie i zaniedbanie psa.
Za jakiś czas, po wzmocnieniu staruszka, będzie robione rtg klatki piersiowej.
Staruszek został "roboczo" zapisany w lecznicy jako Dżeki, ale to jednak jest Buffi.











Czterogodzinne kroplówki:







Spacerek:













Kama, starsza suczka co najmniej ośmioletnia z przetrąconą łapą i ropomaciczem.
Nie jest mocno wychudzona, tylko zapchlona, brudna, śmiertelnie smutna.
We wtorek operacja (sterylizacja), która równocześnie ratuje jej życie, bo ropomacicze jest chorobą śmiertelną. Operacja we wtorek, ponieważ Kama wymaga wzmocnienia i kuracji antybiotykowej.








Po zabraniu Kamy i Buffiego i po śmierci najmniejszej suczki (zagłodzenie i babeszjoza) - bo i takie osiągnięcie ma "opiekunka" - zostało jeszcze siedem psów do zabrania (dwa psy i pięć suczek).
Koniecznie muszą zostać zabrane, zanim zdarzy się kolejne nieszczęście.
Dwie suczki mają umówione sterylizacje na środę w lecznicy w Płońsku, za które zapłaci "Dom Tymianka", potem będą sterylizowane pozostałe suczki (które na pewno są w ciąży albo z ropomaciczem)




Zalecenia dla Buffiego: karmić, karmić, karmić, pozwolić odpocząć.
Karmienie w małych porcjach, kilka razy dziennie.
Kiedy podałam psom pierwsze miski z dobrą karmą, przez chwilę patrzyły na mnie bezradnie.
Zawartość misek nie przypominała śmierdzącej brei, którą (podobno ze starej kaszy) dostawały w jednej dużej miednicy. Silniejsze jakoś się dopchały, Buffi nie miał szans.

Ich miny, kiedy zachęciłam je do jedzenia - bezcenne!

Bardzo, bardzo proszę o pomoc:

Fundacja „Dom Tymianka”
Kołaki Kwasy 8
06-406 Opinogóra Górna

52 1090 1694 0000 0001 1684 9209

paypal: fundacjadomtymianka@gmail.com





poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Nusia. Trzy lata i trzy miesiące.



Trzy lata i trzy miesiące.
Po Twoim wcześniejszym, bardzo smutnym kilkunastoletnim życiu tylko tyle mogłam Ci dać.
Mój najdroższy, najcenniejszy Psi Skarbie.
Do zobaczenia.

środa, 8 kwietnia 2015

Wizyta u psich sierotek. Relacja z Wielkiego Piątku.


Psich sierotek jest 10: 7 suczek i 3 psy (szczeniaczek i jeden pies zostały zabrane przez kogoś z rodziny):
1. Duży, chory, bardzo wychudzony staruszek w rude łaty.
2. Suczka staruszka w łaty czarno-białe, bardzo miła, smutna, wygląda na chorą
3. Starsza suczka czarna z podpalanym pyszczkiem, bardzo miła, wygląda na zdrową.
4. Malutka suczka czarna z chorą skórą.
5. Malutka suczka o wyglądzie Gremlinka, bardzo dzika.
6. Mała suczka podobna do pekińczyka, bardzo dzika.
7. Śliczna puszysta ruda dość duża suczka, raczej młoda, bardzo dzika.
8. Czarna miła suczka średniej wielkości, raczej młoda.
9. Pies w typie rottka.
9. Bardzo dziki tricolorek lekko przypominający berneńczyka.



To jest rudy staruszek:




Mała czarna suczka:



Gremlin:






Staruszka w łatki:








Piesek rottkowaty:















Sunia prawie pekinka:








Staruszka czarna:















Ruda puszysta:



Z tyłu "berneńczyk", jedyne ujęcie:


Pierwsza z lewej czarna suczka:



To zdjęcie jest wyjątkowo smutne, bo w tle widać ukwiecony krzyż.
W tym miejscu zginął Pan psów.
Psy musiały widzieć jego śmierć.


Zdjęcia nie są najlepsze, bo część psów bardzo się bała, a pogoda i światło zmieniały się co kilka minut.
Zanim dotarliśmy do sierotek, mieliśmy już samochód zapełniony Dorianem i resztą, więc nie mogliśmy od razu zabrać nikogo.



Na piątek umówione są lecznice dla czwórki najbardziej potrzebujących: chudego staruszka,
suczki z chorobą skórną i dwu najstarszych suczek.
Pozostałe suczki będą kolejno umawiane na sterylizacje w przyszłym tygodniu, 



Oprócz sterylizacji i innych zabiegów weterynaryjnych (odrobaczenie, odpchlenie, szczepienia)
oraz dobrej karmy psy potrzebują domów, bo na miejscu nie mają stałej opieki.
Są zagubione, przestraszone i przeraźliwie smutne.
W piątek zawiozłam im 30 kg suchej karmy Brit.



Bardzo dziękuję wszystkim, którzy odpowiedzieli na apel o pomoc.
Zebrało się około 1600 zł do tej pory, z czego wydałam 215 na podróż i 190 na karmę.
Na kolejną podróż (profesjonalna Pet Taxi z transporterami) wydam kolejne 200.
Reszta wystarczy na 4, może 5 sterylizacji.
Najbardziej obawiamy się o stan zdrowia staruszka, ale na diagnozę musimy poczekać do piątku.





Bardzo proszę o dalsze wsparcie dla sierotek i reszty Wzruszaczy.
Muszę poddać szybkiej "obróbce:"cudnego Doriana (szczepienia, kastracja),
żeby móc szukać mu najlepszego domu, odrobaczyć i zaszczepić całą nową trójkę,
a pozostałym Wzruszaczom też nie mogę powiedzieć, że teraz ratuję nowe psy, więc one przez najbliższe tygodnie nie będą jadły.



Fundacja „Dom Tymianka”
Kołaki Kwasy 8
06-406 Opinogóra Górna

52 1090 1694 0000 0001 1684 9209

paypal: fundacjadomtymianka@gmail.com





poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Nasze malutkie Zmartwychwstania


To było tak:

w Wielki Piątek Ori zostawiła pod opieką Pana Tymianka Wzruszacze oraz czyściutki, pachnący pastą do podłogi dom i wyrastające w ciepłym miejscu drożdżowe baby (czyściutki dom i baby to fikcja literacka, ale to w końcu nieszkodliwe marzenie) i pojechała do płońskich psich sierotek.
Nie sama, oczywiście, tylko w towarzystwie prezesa zaprzyjaźnionej fundacji "Zielony Pies".
Celem podróży było zapoznanie się z sytuacją, zawiezienie karmy psom i ustalenie planu działania.
W samochodzie jechały przezornie psie podróżne transportery.
Podróż była przyjemna, bo prezes z prezesem mieli mnóstwo arcyważnych i ciekawych tematów do obgadania.
Prezes Kiciuniek jednak, wspomagany przez Tymusia, Miłego Psa, Nukę i całą tę niebiańską tymiankową bandę kazał Ori w pewnej chwili wyjrzeć przez szybę i pokazał jej sprytną niebiańską łapeczką oddaloną nieco od trasy żwirownię, na której wysokich, spadzistych zboczach biegały trzy psy.
- Mirek! - wrzasnęła Ori - Tam są psy!

To jest owo miejsce:


Dalszej części opowieści nie będzie, bo Ori musi wyjąć z piekarnika świąteczny sernik (tak, wieczorem drugiego dnia świąt! Czas w domu Tymianka biegnie po swojemu).
Rezultaty opowieści na zdjęciach powyżej i poniżej:

cudowny owczarek Dorian, malutka dzidzia Lulu i słodka Taffi.

Nasze maleńkie ZMARTWYCHWSTANIA,
które w Wielki Piątek otrzymały nowe życie.


Na relację z wizyty u płońskich sierotek Ori zaprasza jutro.
Dużo, dużo bardzo smutnych zdjęć
i dużo dobrych planów.