piątek, 8 kwietnia 2011

Okruszek - najbardziej skrzywdzony staruszek na świecie


Gdyby Ori zaproponowała przyjaciołom odwiedzającym dom Tymianka albo nawet czytelnikom blogu tymiankowego, by wyobrazili sobie psa, przy którym Kiciuniek wygląda jak spasiona baryłka, to chyba niewiele osób poradziłoby sobie z takim zadaniem.
A jednak taki pies istnieje. I wybaczcie tę potwornie kiczowatą metaforę: serce Ori pękło na milion kawałków, kiedy Okruszek podszedł do niej na chwiejnych pajęczych nóżkach, chudy brudny szkielecik
z całym smutkiem świata w bezradnych zamglonych oczkach i przytulił się do niej nieśmiało.
Takiej kruchej małej istotki nie można było nazwać inaczej niż Okruszkiem.
Znany fragment losów Okruszka składa się z samych potworności. Wiadomo, że w zimie przymarzł do ziemi, a jakiś litościwy facet odniósł go do lecznicy, by psa zreanimować i zabrać potem na łańcuch.
Dobroczyńcę przegnano, a piesek spędził dwa miesiące w LECZNICY WETERYNARYJNEJ, w której nie zrobiono mu żadnych badań ani szczepień, nie obcięto nawet pazurów (zdjęcia są niedobre, ale dopatrzycie się na nich stanu pazurków). Okruszek ma tylko kikut ogonka, który sprawia wrażenie, jakby ogon oderwano lub odgryziono (nie w lecznicy, oczywiście). Na noc wypędzano pieska do składu z węglem, ponieważ "złośliwie robił kupy, sikał, puszczał bąki i śmierdział" (to niedokładny cytat z forum poświęconego psom w potrzebie). Po jednej takiej nocy znaleziono go związanego sznurkiem w kontenerze ze śmieciami. I tyle na ten temat.
Staruszek Okruszek jest bardzo chory, trzeba mu jak najszybciej usunąć wszystkie zęby, ma chore serce
i kto wie, czy w ilości chorób nie przegoni rekordzisty Kiciuńka.
Na razie spędza być może pierwsze spokojne dni swego życia w hoteliku, je dobre gotowane jedzenie
i czeka na wyniki zrobionych wczoraj badań krwi i moczu, od których zależeć będzie leczenie i dieta.

 Gorąco proszę wszystkich przyjaciół Kiciuńka i Domu Tymianka o pomoc w walce o życie Okruszka. To bardzo trudna walka - bo trzeba się zmierzyć ze złym czasem, który niszczył zdrowie Okruszka przez chyba kilkanaście lat i wyszarpnąć od Losu przynajmniej jeden rok dobrego życia dla tego potwornie skrzywdzonego stworzenia.

 W sprawie pomocy proszę o kontakt mailowy i przypominam, że konto fundacji Viva podane wcześniej na blogu jest już nieaktualne!

18 komentarzy:

  1. K... a m...ć. Wyć się chce, bo w tym świetoszkowatym kraju, gdzie niedługo będziemy się katować dzień i noc katastrofą i modlić non stop w międzyczasie a potem znowu od rana to samo dzieją się takie obrzydliwe rzeczy.
    Ori jeśli chcesz wytnij ten komentarz.
    Grażyna

    OdpowiedzUsuń
  2. To jest nieprawdopodobne, że pies, który pomieszkiwał w lecznicy jest w takim stanie. Lekarze z górnej półki...
    Zdjęcia są przejmujące, a na pewno i tak nie oddają dokładnie tragicznego wyglądu Okruszka. Mam nadzieję, że jeszcze nie jest za późno i faktycznie uda się wyczarować chociaż rok dobrego życia. Na pewno pomogę jak będę mogła i roześlę do wszystkich znajomych, którym los takich staruszków leży na sercu.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nóż mi się w kieszeni otwiera! Ori, w której lecznicy takie żłoby bez serca pracują? Napisz choćby w mailu, bo chętnie bym im dołożyła!

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem tutaj pierwszy raz, napewno nie ostatni...
    Okruszku,biedactwo,...i wlasnie do takich okrucieństw zdolny jest czlowiek.....ela

    OdpowiedzUsuń
  5. No niestety... wyć się chce. I niestety - podpisuję się pod komentarzem Graszynki.
    Ale stare psy to takie... niemedialne ;-(
    Pamiętam, działam.
    Ściskam Was

    OdpowiedzUsuń
  6. Czasem po prostu i zwyczajnie w świecie nienawidzę ludzi ..jak można ? oj można ...jak widać powyżej..
    staruszki są super , kochajmy stareńkie pieski !
    ten wzrok bidulka , nie daj się kochany Okruszku , nie daj się piesku , żyj powolutku i tak jak lubisz ...

    OdpowiedzUsuń
  7. Po prostu bez komentarza, bo trzeba by było wszystko wygwiazdkować...

    OdpowiedzUsuń
  8. Jejku... patrzec nie moge tak mi zal tego biedactwa...

    OdpowiedzUsuń
  9. Piszę maila, a 'robotę' zwyrodnialców skomentuję samym piiiik, pik, pipipikkk!!!

    OdpowiedzUsuń
  10. Przykre to bardzo i nie w mailu jak prosi Asia i Wojtek ale tutaj podałabym nazwę i adres "lecznicy" żeby ludzie omijali ją szerokim łukiem i żeby najzwyczajniej już nie funcjonowała, myslę, że media tez chętnie by się tą sprawą zajęły.
    Biedna psina, dobrze, że trafiła w Twoje dobre ręce Ori! Zrób wszystko by te oczy nie zionęły strachem lecz radością!
    Buziaki Wam przesyłam

    OdpowiedzUsuń
  11. Ori- płaczę, jak na niego patrzę. Takich lekarzy wieszałabym na drzewach za....mniejsza z tym. Napisałam mejla wczoraj, daj znać co z Okruszkem i jak mu pomóc.
    Trzymaj się, Okruszku... i pilnuj Ori!

    Aga

    OdpowiedzUsuń
  12. Aga, za jaja? Popieram.
    Ori, zareklamuj lecznicę. Warto wiedzieć, co omijać. A pod postem Grażyny podpisuję się wszystkimi łapami wszystkich moich staruszków psich i kocich też.

    OdpowiedzUsuń
  13. Pozwolisz, że przytoczę pewną historię...
    Dwa lata temu w wakacje, nasz osiedlowy "moczymorda" szedł ze swoim ogromnym, wypasionym bokserem BEZ SMYCZY. Pies niczemu nie winny, uczony przez "PANA" agresji tak właśnie zareagował na widok mojego małego Ramzia.
    Oczyma wyobraźni już widziałam biedaka rozszarpanego na strzępy. Pies powalił tą moją kruszynkę, a PAN stojąc na chwiejnych nogach dumnie uśmiechał się pod nosem. Obudziła się we mnie nieopisana agresja, i nie zważając na tłumy ludzi wracających z pracy (po godz 15), po odciągnięciu psa krzyknęłam na całe gardło: "DO GAZU Z TAKIMI LUDŹMI, BO TO NIE LUDZIE!"
    I wiesz Kochana, wcale a wcale nie wstydzę się wypowiedzianych słów. Mogłabym je powtórzyć także teraz, w przypadku Okruszka.
    Wyć mi się chce :(

    OdpowiedzUsuń
  14. Ori, wysłuchaj próśb naszych i podaj numer konta na blogu. Chcę pomóc! I jemu i innym twoim lokatorom.
    ps. psi rosół bardzo dobrze wychodzi z kaszą jeczmienną. Brzuszki pełne i gotuje sie 5 minut.
    Aha, jeszcze jedno - psom dobrze wchodzi krótko gotowane mięso. Toz to z pochodzenia drapieżniki. Nie trzeba dlugo gotować....

    OdpowiedzUsuń
  15. Od kiedy pamiętam chciałam być weterynarzem. Chciałam zatapiać twarz w wyleczonych futerkach, głaskać szczęśliwe łebki i przywracać radość merdania chorym ogonkom.
    Weterynarz to nie zawód. To misja.

    Jak nazwać takie traktowanie braci mniejszych przez osoby, które miały nieść pomoc?
    Pikanie i gwiazdkowanie chyba nic nie da... myślę, że zwyczajnie nie ma słowa, które pomieści całe to okrucieństwo.

    Ludzie, którzy tak potraktowali delikatnego Okruszka nie są weterynarzami. To jakieś udające ich potwory...

    OdpowiedzUsuń
  16. Ori, a przede wszystkim, Okruszku, bezbronny, bezradny wobec ludzkiej nieograniczonej głupoty i agresji........serce zamiera z bólu i wściekłości gdy czyta się takie koszmarne historie...
    ja tez chciała bym poznać adres tej "lecznicy"
    aby móc pogratulować jej pracownikom (nie sposób nazwać ich lekarzami)...
    Ori podaj numer konta do wpłacania pieniędzy, ściskam i myślę ciepło o Was..
    Anka

    OdpowiedzUsuń
  17. Już jedno załatwione - Paypalowe przelewy można wysyłać na maila podanego powyżej: sekredkraj@gmail.com

    Okruszku - trzymam kciuki za badania...musi być lepiej...

    OdpowiedzUsuń